Strona wymaga uaktualnienia... trochę to potrwa ;/

 

 

 

Już 15 czerwca ruszają zdjęcia do nowego filmu z udziałem Jacka Poniedziałka.

Będzie to "Boisko bezdomnych" film inspirowany autentycznymi zdarzeniami. Jego akcja rozgrywa się współcześnie - rozpoczyna się na Śląsku, rozwija w Warszawie, a kończy za granicą.

Reżyserem filmu jest Kasia Adamik


Jacek Poniedziałek w roli prawicowego polityka

 

Jacek Poniedziałek pracuje obecnie na planie "Ekipy", serialu z gatunku political fiction, który realizują wspólnymi siłami Agnieszka Holland, jej siostra Magdalena Łazarkiewicz oraz córka Katarzyna Adamik.

(18-04-2007) Więcej


Szykuje się nowa seria Magdy M. z udziałem Jacka Poniedziałka.

Posłuchaj


Ukazał się "Album Warlikowski - Teatr" będący fotograficzną dokumentacją teatralnej twórczości Krzysztofa Warlikowskiego.

Zawiera ponad dziewięćdziesiąt wielkoformatowych fotografii ze spektakli zrealizowanych w TR Warszawa (Hamlet, Bachantki, Oczyszczeni, Burza, Dybuk, Krum) oraz z wybranych spektakli zagranicznych (Sen nocy letniej w Nicei, Językami mówić będą w Amsterdamie, Makbet w Hanowerze, Madame de Sade w Amsterdamie). Autorami zdjęć są uznani fotograficy teatralni: Krzysztof Bieliński, Chris van der Burght, Marc Enguerand, Matthias Horn, Stefan Okołowicz, Jan Versweyveld. W albumie zamieszczone są także teksty w języku polskim i angielskim: Reinkarnacje tragedii z ducha fotografii Grzegorza Niziołka, Warlikowski z ducha Rimbauda Georges'a Banu oraz Ostateczna szczerość - rozmowa Piotra Gruszczyńskiego z Krzysztofem Warlikowskim. Album uzupełnia spis wszystkich spektakli zrealizowanych przez Krzysztofa Warlikowskiego.


Zostań sąsiadem Warlikowskiego. Tylko 10 tys. zł za metr

Wraz ze zmianą ekipy w stołecznym ratuszu powróciło pytanie o przyszłość Konesera na Pradze. Poprzednik Hanny Gronkiewicz-Waltz na stanowisku prezydenta obiecywał tam zbudować centrum artystyczne z teatrami i galeriami. Niestety, nowe władze Warszawy nie wyraziły chęci przejęcia Konesera i fabrykę kupił Narodowy Fundusz Inwestycyjny "Piast". I tu zaczyna się festiwal hipokryzji pod hasłem "polski kapitał wspiera polską kulturę" - pisze Roman Pawłowski w Gazecie Wyborczej - Stołecznej.

 «Otóż zarówno miasto, jak i przedstawiciele funduszu upierają się, że w zasadzie nic się nie zmieniło, że bez trudu będzie można pogodzić interesy dewelopera, który chce w Koneserze pobudować apartamenty, z funkcją społeczną i kulturalną tego unikalnego miejsca. Podobno trwają prace nad programem takiej współpracy. - Tak jest na całym świecie. Tworzenie kultury ma pozostać wartością tego miejsca i nadal przesądzać o jego charakterze - powiedział "Gazecie" Radosław Świątkowski, członek zarządu NFI Piast. Otóż gdybym był akcjonariuszem NFI Piast, po tej wypowiedzi natychmiast wycofałbym swoje aktywa. Zarówno władze Warszawy wywodzące się ze środowisk liberalnych, jak i przedstawiciel funduszu zapominają (albo udają, że zapomnieli) o żelaznej zasadzie gospodarki rynkowej: jej głównym celem jest maksymalizacja zysku. Milton Friedman, guru liberalnych ekonomistów, w książce "Kapitalizm i wolność" stwierdza, że oczekiwanie odpowiedzialności społecznej od korporacji jest "fundamentalnym nieporozumieniem co do charakteru i natury wolnej gospodarki". Oczekiwanie od NFI Piast, że bezinteresownie odda część swojej nieruchomości na cele kulturalne jest naiwnością. Jestem ciekaw, w jaki sposób fundusz zaksięguje taką stratę. Jako działalność charytatywną? Bo przecież wspieranie kultury oznacza stratę - żadna publiczna instytucja nie zapłaci czynszu na poziomie rynkowym.

Fundusz tłumaczy, że kultura ma być magnesem przyciągającym nabywców mieszkań. Jest to kolejna ściema. Apartamenty, które w Koneserze chce zbudować Piast, będą miały tyle wspólnego z kulturą co różne osiedla zwane szumnie Parkami, Ogrodami i Zielonymi Dolinami z prawdziwym parkiem, ogrodem i doliną. W sprywatyzowanym Koneserze jest miejsce najwyżej na marketingową "otoczkę", a nie na prawdziwą, niezależną sztukę. Po pierwsze dlatego, że autentyczna sztuka niesie ryzyko skandalu, a to może odstraszyć nabywców. Po drugie dlatego, że żaden poważny artysta nie zgodzi się być dołączany do nieruchomości w charakterze bonusu. Bo jakby to wyglądało? "Zostań sąsiadem Warlikowskiego. Tylko 10 tys. zł za metr". Wolne żarty.

Zamiast więc łudzić ludzi, że "kultura pozostanie wartością" Konesera, miasto powinno jak najszybciej poszukać innego miejsca na centrum artystyczne. Zanim wszystko zostanie sprzedane na apartamenty.»


Już po raz piąty odbędzie się ceremonia wręczenia nagród VIVA Najpiękniejsi. Uroczystość będzie transmitowana na żywo 19 lutego 2007 roku o godzinie 20:00 w TVP2.

Właśnie tego wieczoru poznamy Najpiękniejszego Polkę i Najpiękniejszego Polaka 2006.

Wydarzenie uświetnią niezwykłe duety:
Andrzej Zaucha i Andrzej Piaseczny
Kalina Jędrusik i Kayah
Hanka Ordonówna i Małgorzata Kożuchowska
Anna Jantar i Jacek Poniedziałek
Czesław Niemen i Sebastian Karpiel-Bułecka

Artystom będzie towarzyszyć orkiestra Adama Sztaby.

VIVA! Najpiękniejsi 2006. 19 lutego 2007 roku, godzina 20:00, TVP2.

 


Warszawa. Nowy spektakl Warlikowskiego już dzisiaj

Dziś w stolicy oczekiwana premiera nowego przedstawienia Krzysztofa Warlikowskiego. Światowej sławy reżyser przygotował adaptację nagrodzonej Pulitzerem sztuki amerykańskiego dramatopisarza Tony'ego Kushnera "Anioły w Ameryce".

 «Osadzona w Stanach Zjednoczonych połowy lat 80. sztuka ukazuje perypetie dwóch nowojorskich par: hetero- i homoseksualnej z epidemią AIDS, kryzysem gospodarczym i odradzającym się nacjonalizmem w tle.

Warszawski spektakl nosi podtytuł "Gejowska fantazja na motywach narodowych", ale - zdaniem reżysera - wątek homoseksualny nie jest wątkiem wiodącym w przedstawieniu. Równie ważne są kwestie choroby, upadku rodziny czy samotności. Zdaniem Warlikowskiego spektakl jest w tak samo adresowany do polskiego społeczeństwa, jak do brytyjskiego czy niemieckiego

Grający w sztuce aktor Jacek Poniedziałek [na zdjęciu] jest także autorem przekładu tekstu Tony'ego Kushnera. Przyznaje, że miał pewne problemy zwłaszcza z językiem matafizyki, którymi posługują się anioły.

Warlikowski przygotował spektakl razem z ekipą TR Warszawa. Występują w nim, między innymi, Andrzej Chyra, Jacek Poniedziałek, Maciej Stuhr, Magdalena Cielecka, Maja Ostaszewska i Danuta Stenka.

Spektakle będą odbywać się w auli Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego.»


Anioły w Ameryce - Tony Kushner

 

Teatr Rozmaitości Warszawa

 

- Przedpremiera 15 i 16 lutego (dwie części)

- Premiera: 17 lutego
reżyseria: Krzysztof Warlikowski
Obsada:
- Magdalena Cielecka
- Maja Ostaszewska
- Danuta Stenka
- Andrzej Chyra
- Rafał Maćkowiak
- Zygmunt Malanowicz
- Jacek Poniedziałek
- Maciej Stuhr

 

 

 

 

 


Nieustraszona pogromczyni męskiego szowinizmu Kazia Szczuka wybrała i skomentowała najseksowniejszych gwiazdorów. Przekonajcie się, czy prawdą jest, że feministki nie lubią mężczyzn.

JACEK PONIEDZIAŁEK -aktor
Piękny, zgrabny, inteligentny, do tego świetny na scenie i przed kamerą. Ideał. Jak to z ideałami najczęściej bywa – kobiety mogą sobie o nim tylko pomarzyć.

 

Źródło: VIVA

 

 


Geje kontratakują

Anita Zuchora, Bartosz Żurawiecki / 16 styczeń 2007  (FILM)


Konsekwentne pomijanie milczeniem homoseksualistów w mediach sprowokowało ich do działania. Postanowili sami nakręcić serial o sobie.

"Queer Family" ma być doc soap, czyli paradokumentalną operą mydlaną, która opowie o przygodach lokatorów pewnej warszawskiej kamienicy. Zamieszkują w niej wyłącznie lesbijki, geje, biseksualiści oraz transseksualiści. W bohaterów wcielą się w większości naturszczycy wybrani podczas castingu.

Cały artykuł


Mocny spektakl o AIDS

Nie tylko wątek homoseksualny jest w tej sztuce istotny. Równie ważny jest problem chorego na AIDS i jego kochanka. Myślę, że ten spektakl jest w tak samo adresowany do polskiego społeczeństwa, jak do brytyjskiego czy niemieckiego - KRZYSZTOF WARLIKOWSKI mówi o "Aniołach w Ameryce", które reżyseruje w TR Warszawa.

 

Cały wywiad

 

 


Przystojny niczym hollywoodzki amant. Klasa sama w sobie. To, co najbardziej w Nim fascynujące, to jednak przede wszystkim osobowość, niesamowity urok i odwaga cywilna.

 

 

 

 

Źródło: VIVA

 


Kolejna reklama z Jackiem Poniedziałkiem

Tym razem z przymrużeniem oka - Pedałująca reklama z Jackiem Poniedziałkiem

Kilka dni temu na stronie youtube.com pojawiła się reklama apteki internetowej superapteka.pl z udziałem Jacka Poniedziałka.

To żaden dowcip, to pierwsza tak odważna polska "homo-reklama".

Hasłem reklamowym jest wykorzystywane przez neofaszystów zdanie "Stop pedałowaniu". Nie chodzi tu jednak o orientację seksualną aktora, lecz serwis reklamowanej firmy: "My przypedałujemy do ciebie. Dostawa leków do domu". Reklama dostępna jest na stronie youtube

 

Dlaczego aktor zgodził się na udział w reklamie? "Żyjemy w kraju, w którym takie hasła jak Stop pedałowaniu są powszechnie prezentowane także przez siły polityczne. To sprzeciw wobec tej sytuacji" - tłumaczy dziennikarce "Gazety Wyborczej".

Źródło


Krzysztof Warlikowski otrzymał w Moskwie Nagrodę Meyerholda. To nowa nagroda, ufundowana po raz pierwszy i ma być co roku wręczana jednemu reżyserowi za najwybitniejsze osiągnięcia w reżyserii światowej. Krzysztof Warlikowski jest pierwszym laureatem tej nagrody.

 

W dniach 9-10 grudnia "Krum" w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego gościł w Centrum Meyerholda w Moskwie, jednej z najważniejszych instytucji teatralnych w Rosji. Prezentacja "Kruma" w Moskwie rozpoczęła cykl dorocznych spotkań, które dyrektor Centrum Meyerholda Walery Fokin zaplanował jako prezentację najwybitniejszych reżyserów z całego świata. Krzysztof Warlikowski, bohater tego wydarzenia, został także nominowany do prestiżowej Nagrody Meyerholda, którą otrzymał z rąk Walerego Fokina 10 grudnia przed spektaklem "Kruma". To nowa nagroda, ufundowana po raz pierwszy i ma być co roku wręczana jednemu reżyserowi za najwybitniejsze osiągnięcia w reżyserii światowej. Krzysztof Warlikowski jest pierwszym laureatem tej nagrody.

 

Pokazom spektaklu powstałego w koprodukcji TR Warszawa i Starego Teatru w Krakowie towarzyszy wystawa fotografii z przedstawień Krzysztofa Warlikowskiego, prezentacja zapisów filmowych spektakli oraz premiera albumu, prezentującego jego twórczość, wydanego przez TR Warszawa we współpracy z Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego (w ramach Programu Operacyjnego "Promocja kultury polskiej za granicą"), Instytutem Adama Mickiewicza oraz Instytutem Teatralnym im. Zbigniewa Raszewskiego.

 

Prezentacja spektaklu "Krum" w Moskwie objęta jest patronatem Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.


Wędrówka Kruma

"Krum" TR Warszawa i Starego Teatru z Krakowa w Moskwie. Pisze Roman Dołżanskij w Kommiersancie.

«Pośród nowego pokolenia reżyserów Centralnej Europy czterdziestoczteroletni Polak Krzysztof Warlikowski wyróżnia się niezwykle bogatą biografią twórczą. Z jednej strony zdążył być emigrantem, a z drugiej - stać się jednym z tych, którzy w połowie lat dziewięćdziesiątych zmusili nas do mówienia o nowej generacji teatralnej w krajach byłego bloku socjalistycznego. Z reguły w kulturze tych krajów emigrantami byli jedni, a już drudzy konsumowali owoce wolności. Pan Warlikowski zdążył być "uciekinierem": w 1983 roku, po ukończeniu Uniwersytetu Jagiellońskiego, jako młody filolog wyjechał do Paryża.

Edukacja w Sorbonie nie przeszkodziła mu w fascynacji teatrem, przy czym była to sprawa zdecydowanie poważna: Krzysztofowi Warlikowskiemu udało się zwrócić na siebie uwagę wielkich mistrzów teatru europejskiego: Georgio Stehlera, Ingmara Bergmana i Petera Brooka. Ten ostatni nawet zaproponował polskiemu amatorowi asystenturę u siebie. Tak więc, kiedy pan Warlikowski pod koniec lat osiemdziesiątych powrócił do ojczyzny i dostał się na studia do najsłynniejszego polskiego reżysera Krystiana Lupy, miał się już czym pochwalić.

Powrót do odradzającej się Polski nie był prosty. Reżyser nadal od czasu do czasu pracował za zachodnimi granicami swojego kraju. W Warszawie przez długi czas czuł się częścią pokolenia, które w żaden sposób nie mogło się dostosować do nowej rzeczywistości. "Zostaliśmy - przyznaje pan Warlikowski - starzejącymi się outsiderami, tęskniącymi za światem harmonijnym, zbudowanym po bożemu - gdzie jest mama, jest nadzieja na to, że człowiek coś osiągnie". To poczucie wiele może wyjaśnić, choćby to, dlaczego z czasem zwrócił swoja uwagę na nie najnowszą sztukę izraelskiego dramaturga Hanocha Levina pt. "Krum".

Krum - to imię głównego bohatera, mężczyzny w kwiecie wieku. Bohater ten w scenicznej rzeczywistości powraca właśnie tam, dokąd pragnęło metafizycznie powrócić całe pokolenie reżysera Warlikowskiego: do domu, do matki, do małego miasteczka, gdzie jak dawniej mieszkają przyjaciele z młodości, sąsiedzi, dawna miłość. Reżyser nazywa dramaturga Hanocha Levina "izraelskim Fellinim", ale sama sztuka jest zdecydowanie przeciętna. Wszystkie zdarzenia fabularne są dosyć przewidywalne i chyba już nie raz je słyszeliśmy i widzieliśmy: stosunki z matką okażą się dość skomplikowane i bolesne, w przyjacielu z młodości bohater będzie się przeglądał, jak w lustrze, stare uczucia na krótko się przebudzą, by za chwilę zgasnąć na zawsze. Gdyby sztuka trafiła w inne ręce, mogłaby z niej się udać kasowa komedia romantyczna. Ale Krzysztofa Warlikowskiego, jak łatwo się domyśleć, interesuje nie sama historia przyprawiona żydowskim humorem, tylko te emocje i wrażenia, które z niej wyczytał, bo chciał wyczytać: w życiu wszystko jest daremne i nieodwracalne, nikt nigdzie nie może powrócić.

Prawdę mówiąc, materializacja tego stanu rzeczy stanowi właśnie spektakl "Krum": bohaterowie żyją w przestrzeni, przypominającej poczekalnię, ale nie mają na co czekać, wentylatory smętnie rozrzedzają powietrze, a wydaje się, że nie ma czym oddychać; aktorzy grają postaci, które bardzo chcą znaleźć dla siebie jakieś sensowne zajęcie, ale tym bardziej przypominają bezcielesne widma. W końcu człowiek przestaje rozumieć, na jakim świecie zdarzyło się to wszystko. Prawdę mówiąc, to właśnie ta umiejętność utrzymania tęsknego odczucia ułudności i beznadziei, nie ześlizgując się w banalne teatralne przynudzanie jest w danym przypadku świadectwem niepodważalnego mistrzostwa Krzysztofa Warlikowskiego. Teraz zostało ono też potwierdzone pudełkiem z maleńką makietą dekoracji legendarnego przedstawienia Wsiewołoda Meyerholda "Rogacz wspaniały" - bo tak właśnie wygląda nagroda Meyerholda, którą przed spektaklem wręczył reżyserowi dyrektor Centrum im. Meyerholda - Walerij Fokin. Nowa nagroda polskiemu reżyserowi do sławy nie jest potrzebna, natomiast on jej bardzo się przyda.»


Aktualnie Jacek Poniedziałek pracuje nad rolami:

- Louisa Ironsona w Aniołach w Ameryce

- prawicowego polityka w najnowszej produkcji Agnieszki Holland - "Ekipa"

- w nowym filmie Łukasza Barczyka


Studiuj u Szekspira - Izabela Szymańska (GW 2006-11-19)

Zostań studentem Uniwersytetu Szekspirowskiego! Instytut Teatralny oraz "Gazeta Wyborcza" zapraszają na cykl wykładów o sztukach Stratfordczyka prowadzonych przez naukowców oraz aktorów i reżyserów

Uniwersytet Szekspirowski to wspólny projekt Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego i "Gazety Wyborczej".

Pierwszy wykład poświęcony najsłynniejszemu Anglikowi odbędzie się już w najbliższy czwartek. Wtedy też nastąpi oficjalna inauguracja uczelni. Jej nieformalny rektor Maciej Nowak - dyrektor Instytutu Teatralnego, rozda swoim studentom indeksy. Właśnie do indeksów po każdym wykładzie będzie można wziąć wpis od prowadzącego.

Wykładowcy Uniwersytetu Szekspirowskiego to naukowcy, aktorzy, reżyserzy. Inauguracyjny wykład poświęcony "Romeo i Julii" wygłosi prof. Jerzy Limon z Uniwersytetu Gdańskiego, założyciel fundacji Theatrum Gedanense.

Kolejne osiemnaście utworów stratfordczyka omówią, w cyklu cotygodniowych wykładów, wybitni specjaliści, m.in. Maciej Prus, Małgorzata Grzegorzewska, Anna Augustynowicz, Piotr Cieplak, Krzysztof Kopka, Marta Gibińska, Jan Klata, Jacek Fabiszak, Tomasz Kubikowski, Rudolf Zioło, Agnieszka Glińska, Jan Englert oraz Jacek Poniedziałek. Słuchacze, którzy uzyskają w indeksie potwierdzenia udziału we wszystkich wykładach, otrzymają dyplom potwierdzający ukończenie Uniwersytetu Szekspirowskiego. 

"Szekspir rozumiał człowieka jak mało kto. Nie jest to wiedza radosna, ale to realna wiedza o nas i o naszym świecie. Warta poznania, gdyż nie w każdym pokoju hotelowym, w którym trwają brudne, polityczne układy, znajdzie się ukryta kamera. Szekspir jest nadal - niestety - naszym współczesnym" - mówi Krzysztof Kopka, jeden z wykładowców Uniwersytetu Szekspirowskiego

Okazją do stworzenia Uniwersytetu Szekspirowskiego jest nowa kolekcja "Gazety Wyborczej" - już od najbliższego piątku, przez następnych 21 tygodni wraz z "Gazetą" będzie można kupić kolejne dramaty Szekspira w tłumaczeniu Macieja Słomczyńskiego. Do każdej książki dołączona będzie płyta DVD z klasycznymi spektaklami zrealizowanym przez BBC. W obsadzie 21 najważniejszych dramatów Szekspira, które zobaczymy w kolekcji znaleźli się czołowi aktorzy brytyjscy: John Cleese, Helen Mirren, Sir John Gielgud, Bob Hoskins i Alan Rickman.

Uroczystą inaugurację roku akademickiego na Uniwersytecie Szekspirowskim uświetni występ Stanisława Sojki, który zagra "Sonety Szekspira".

Uniwersytet Szekspirowski, pierwsze spotkanie w czwartek 23 listopada, o godz. 17. Instytut Teatralny , Al. Ujazdowskie 6.

23 listopada 2006 - prof. Jerzy Limon (Romeo i Julia)
30 listopada 2006 - dr hab. Jarosław Komorowski (Makbet)
7 grudnia 2006 - Maciej Prus (Komedia omyłek)
14 grudnia 2006 - prof. Małgorzata Grzegorzewska (Zimowa opowieć)
20 grudnia 2006 - Anna Augustynowicz (Miarka za miarkę)
11 stycznia 2007 - Antoniusz i Kleopatra - dr Anna Cetera
18 stycznia 2007 - Wesołe niewiasty z Windsoru - Piotr Cieplak
25 stycznia 2007 - Krzysztof Kopka (Otello)
1 lutego 2007 - Jacek Zembrzuski (Jak wam się podoba )
8 lutego 2007 - Jan Klata (RYSZARD III )
15 lutego 2007 - Monika Pęcikiewicz (Tytus Andronikus)
22 lutego 2007 - prof. Marta Gibińska (Burza)
1 marca 2007 - dr hab. Jacek Fabiszak (Żywoty i mierć króla Jana)
8 marca 2007 - dr hab. Tomasz Kubikowski (Wiele hałasu o nic)
15 marca 2007 - Jacek Bolewski (Kupiec wenecki)
22 marca 2007 - Rudolf Zioło (Sen nocy letniej)
29 marca 2007 - Agnieszka Glińska (Serc starania stracone)
5 kwietnia 2007 - prawd. Jan Englert (Juliusz Cezar)
12 kwietnia 2007 - Jacek Poniedziałek (Hamlet)

 


Od 28 listopada o 20.20 i 21.10 przez 4 kolejne wtorki na antenie telewizyjnej Jedynki będzie można oglądać nowy, ośmioodcinkowy polski serial kryminalny pt. "Mrok", w reżyserii Jacka Borcucha. W filmie tym wystąpi też Jacek Poniedziałek (obok na zdjęciu!).


Jak się robi rewolucję?

Idzie nowe, dojść nie może. Przynajmniej w teatrze, mimo że co chwila czytamy o wielkich wydarzeniach kreowanych przez "nowych niezadowolonych", którzy wyparli już "młodszych zdolniejszych", czyli Jarzynę i Warlikowskiego - pisze Elżbieta Baniewicz w Twórczości.

--->więcej


Warszawa. Powstanie Teatr Krzysztofa Warlikowskiego

Jacek Weksler, dyrektor Biura Teatru i Muzyki Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy, zadeklarował podczas spotkania z udziałem pełniącego obowiązki Prezydenta Warszawy Kazimierza Marcinkiewicza, że rozważane jest powołanie do życia teatru Krzysztofa Warlikowskiego, jako miejskiej instytucji kultury.

 

We wtorek 7 listopada w Wytwórni Wódek Koneser [na zdjęciu] na warszawskiej Pradze odbyło się spotkanie z pełniącym obowiązki Prezydenta Warszawy Kazimierzem Marcinkiewiczem, który zaprezentował gotowość Miasta do wykupienia terenów Konesera i zorganizowania tam centrum artystycznego. Teren o powierzchni kilkunastu hektarów znajdujący się w centrum zabytkowej Pragi w ciągu kilku najbliższych lat ma stać się siedzibą różnorodnych instytucji kultury i stowarzyszeń społecznych. Inwestycja będzie finansowana w dużej części z budżetu miasta, ale także z funduszy unijnych i środków prywatnych. Kierownikiem programowym powstającego projektu została Joanna Warsza. Podczas spotkania dyrektor Biura Teatru i Muzyki Urzędu Miasta Warszawy Jacek Weksler stwierdził, że jednym z podmiotów, które znajdą swoją siedzibę w Koneserze może być Teatr Krzysztofa Warlikowskiego, którego powołanie jako miejskiej instytucji kultury rozważają władze Warszawy.

   Źródło


We wtorek, 31 października, była okazja uczestniczyć w czacie z Jackiem Poniedziałkiem na stronie serialu Magda M.

 Już jest zapis czata!----> wywiady!


„Dybuk” z wizytą w Belgii

Czterema spektaklami „Dybuka” w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego rozpocznie w środę nowy sezon teatralny Teatr de la Place w Liege w Belgii. Gościnne występy aktorów TR Warszawa zorganizowano z okazji 10. rocznicy rozpoczęcia współpracy między Polską a Walonią, francuskojęzycznym regionem Belgii.

--> więcej


Czego to mężczyzna nie zrobi dla kobiety, którą chce zdobyć! Świetny przykład dał Jacek Poniedziałek.

Jacka Poniedziałka (40 l.) spotkaliśmy w parku w towarzystwie Joanny Brodzik (33 l.).

Widać było, że oboje czują do siebie miętę. Choć - bądźmy szczerzy - to on był bardziej zaangażowany niż ona. Chcąc rozbawić Joannę, aktor stanął nawet na rękach! Nie krępował go elegancki garnitur: zakasał rękawy i siup, już oglądał świat do góry nogami... Oczywiście ta scena nie miała miejsca w rzeczywistości - wszystko rozgrywało się na planie serialu "Magda M.". Poniedziałek gra w nim nową postać: wiceprezesa banku Rafała Żywieckiego.

Ma wiele zalet: przystojny, dobrze wychowany, bogaty, dowcipny, no i wysportowany (co doskonale widać na zdjęciu). Pracuje razem z przyjaciółką Magdy, Agatą - dzięki niej się poznali. Nawet nie wie, że atrakcyjna prawniczka ma już partnera. A może po prostu się tym nie przejmuje, pewien swojej atrakcyjności i siły przekonywania?

Teraz Magda staje przed niełatwym wyborem: pozostać wierną Piotrowi Korzeckiemu (Paweł Małaszyński 30 l.), czy dać się ponieść emocjom i rzucić w ramiona nowego, niewątpliwie atrakcyjnego znajomego?

Tekst pochodzi z Super Expressu

Copyright Media Express

 --> Fotoreportaż


"Mrok" - to najnowszy serial, w którym wystąpi Jacek Poniedziałek. Zdaniem realizatorów będzie to coś pomiędzy Chandlerem, Kobrą (czy oprócz mnie ktoś jeszcze pamięta Kobrę????), zagadkami Agaty Christie i porucznikiem Columbo!

Jak dla mnie to brakuje inspektora Clouseau


Słaby sezon warszawski

Kończy się sezon, który upłynął pod znakiem buńczucznych haseł bez pokrycia, nachalnej promocji słabeuszy i kłopotów niezależnych scen. Nudno już było. Tak głupio jak w tym sezonie - jeszcze nie. Mijający sezon obfitował nie tyle w dobre spektakle, co w manifesty i listy otwarte ludzi teatru - pisze Iza Natasza Czapska w Życiu Warszawy.

 ŤList otwarty Joanny Szczepkowskiej uchylał przed widzem drzwi do sali prób Teatru Powszechnego, gdzie doszło do awantury między aktorką a Zbigniewem Zapasiewiczem, reżyserem spektaklu "John Gabriel Borkman". Po zerwaniu współpracy Szczepkowska ogłosiła listę swoich stanów emocjonalnych, których wykorzystanie w spektaklu uzna za plagiat. Lista ta, jako bezprecedensowa, przejdzie zapewne do historii polskiego teatru. Nie przejdzie natomiast buńczuczna akcja "Trans-fuzja", wzniecona przez studentów, którym zapału, by rewolucjonizować warszawskie sceny, starczyło na manifest i zapalenie paru zniczy pod wybranymi teatrami. Chcieli przetoczyć teatrowi świeżą krew i nim znaleźli na to choć jeden sensowny sposób, sami zasłabli. Tymczasem krew tryskała w teatrze Rozmaitości. Grzegorz Jarzyna urywał tu łeb orłu białemu, żeby - jak tłumaczył w stosownej odezwie - zobaczyć, co orzeł ma w środku i by wystawiać na podstawie tego, co tam zobaczy, spektakle o Polsce. Tak zrodził się projekt TR/PL. Jednak, jak pisał Wyspiański: "człek człekowi nie dorówna (...)/nie polezie orzeł w gówna". I te piękne skrzydlate słowa najlepiej podsumowują efekty projektu TR/PL. Projektu, który zdeprecjonował najmocniejszą do tej pory warszawską scenę.

Galopada myśli

O Polsce nie mówiło się w Rozmaitościach wcale. W ogóle nie mówiło się zbyt wiele, jako że większość osób dopuszczonych przez Jarzynę do głosu nie była w stanie sklecić z sensem paru zdań. Na pięć wystawionych w tym sezonie spektakli tylko dwa nie urągały rozumowi. To "Benvolio i Rozalina" Redbada Klynstry (poza projektem TR/PL) oraz "Cokolwiek się zdarzy, kocham cię" Przemysława Wojcieszka.

Natomiast w efekcie wytężonej pracy dramaturgicznej na rzecz Rozmaitości powstało sporo kuriozalnych tekstów, z których aż trzy zostały zrealizowane. "Helena S." Moniki Powalisz w reżyserii Aleksandry Koniecznej, "Weź, przestań" Jana Klaty i "Strefa działań wojennych" Michała Bajera w reżyserii Natalii Korczakowskiej to spektakle, dla których dotychczasowe kryteria, pozwalające opisać i ocenić spektakl, wydają się niewystarczające. Trudno bowiem przeanalizować treść sztuki pozbawionej treści i będącej wyrazem bezładnej galopady myśli, jaka nęka zwykle niezdrowo podnieconych nastolatków, a z czasem bezboleśnie przechodzi. Trudno opisać spektakl niemający konstrukcji, oparty na monosylabach i z trudem zahaczających o siebie dialogach, z postaciami obstalowanymi "na płask". Mistrzem tej formy, poklepywanym obłudnie po plecach przez nieformalnych rzeczników prasowych, jest Jan Klata. Instytut Teatralny uhonorował go przeglądem Klata Fest.

Takiej imprezy jeszcze w Warszawie nie było. Ukazał się specjalny, monograficzny numer "Notatnika Teatralnego" poświęcony młodemu reżyserowi, odbyto także dyskusję panelową o jego twórczości. Ściągnięto do stolicy niemal wszystkie spektakle trzydziestolatka. Wychodzili z nich nie tylko ludzie teatru, których Klata nazywa "teatralnymi wujami", ale i zwykli widzowie.

Pokaz siły

O sukcesach i porażkach mijającego sezonu nikt w Biurze Teatru nie chciał wczoraj rozmawiać - ani dyrektor Janusz Pietkiewicz, ani jego prawa ręka Katarzyna Kępińska. Nie jest to dla urzędników miejskich temat łatwy, biorąc pod uwagę, że jednym z najbardziej spektakularnych w tym sezonie posunięć miasta w dziedzinie kultury było zamknięcie kontrowersyjnej sceny Le Madame. Dla artystów występujących w Le Madame nie znalazłoby się też miejsce na kosztującej ponad 500 tys. zł paradzie teatrów, będącej pokazem siły i dobrobytu, w jaki opływają miejskie, coraz bardziej gnuśne, teatry.

Gorzej mają się sceny niezależne, których niedawny wysyp sygnalizował jakiś inny niż pozorny ruch na mapie teatralnej stolicy. Od kilku miesięcy nie działa Laboratorium Tadeusza Słobodzianka w kinie Przodownik (przy ul. Olesińskiej) z powodu trudności z uzyskaniem praw do lokalu. Ledwo trzyma się na powierzchni Wytwórnia w Koneserze, której fabryka grozi niebotycznymi czynszami, a burmistrz Pragi wykręca się z obiecanych na spektakle pieniędzy.

Nie ruszył też dawno planowany przez miasto remont teatru Rozmaitości. Scena ta, podobnie jak Współczesny, Roma i Ateneum, ma wciąż nieuregulowane sprawy własności, co uniemożliwia modernizację wszystkich tych miejsc.

Na kraterze

Ubyło stolicy Le Madame, przybyła za to Polonia założona przez lubiącą sporty ekstremalne Krystynę Jandę. I teatr ten jest niewątpliwie jednym z największych sukcesów tego sezonu. Powstał z prywatnych pieniędzy, dotrwał do wakacji i mimo że w miejscu, gdzie ma znajdować się scena, widnieje na razie dziura wielkości krateru, dał kilka interesujących premier. Niemal żaden z sowicie dotowanych teatrów z tego ostatniego, najważniejszego wobec widzów zobowiązania uczciwie się nie wywiązał.

"Nieświeża krew"
Iza Natasza Czapska
Życie Warszawy nr 142/20.06
20-06-2006


Teatr Studio dla Warlikowskiego?

Roman Pawłowski

22-06-2006

Władze Warszawy prowadzą rozmowy z Krzysztofem Warlikowskim na temat powierzenia mu dyrekcji Teatru Studio - dowiedzieliśmy się nieoficjalnie.

 

Dyrektor stołecznego Biura Teatru i Muzyki Janusz Pietkiewicz potwierdził, że spotkał się w sprawie współpracy z Warlikowskim w Paryżu, przy okazji premiery "Ifigenii w Taurydzie" w jego reżyserii w Operze Paryskiej. - Warlikowski powinien mieć autorski teatr w Warszawie. Jeśli nie stworzymy mu warunków do pracy, zabiorą go nam zagraniczne teatry. Już teraz kilka miesięcy w roku reżyseruje poza krajem - powiedział.

Pietkiewicz nie chciał ujawnić, jaka scena wchodzi w grę. Ale w Warszawie jest tylko jeden teatr o tradycjach autorskich - Studio, któremu patronuje Stanisław Ignacy Witkiewicz. W latach 70. swój teatr autorski tworzył tu Józef Szajna, którego w 1982 roku zastąpił inny awangardowy twórca teatru - Jerzy Grzegorzewski. Według nieoficjalnych informacji obecny dyrektor Zbigniew Brzoza, który kieruje teatrem od dziewięciu lat, miałby przygotować jeszcze jeden sezon. Warlikowski objąłby dyrekcję w sezonie 2007/2008. Sam reżyser nie chciał komentować warszawskiej propozycji.

Krzysztof Warlikowski jest obok Krystiana Lupy najbardziej znanym dziś na świecie polskim reżyserem teatralnym. Od 1999 roku związany jest z TR Warszawa (dawniej Rozmaitości), gdzie powstały jego najważniejsze przedstawienia: "Hamlet", "Oczyszczeni", "Bachantki", "Dybuk", "Burza" i "Krum". W przyszłym sezonie reżyseruje w TR Warszawa "Anioły w Ameryce" Tony'ego Kushnera - nagrodzoną Pulitzerem sztukę o losach sześciorga nowojorczyków osadzoną w realiach lat 80., początku epoki AIDS.

Propozycja objęcia teatru w Warszawie oznaczałaby rozejście się dróg artystycznych Krzysztofa Warlikowskiego i Grzegorza Jarzyny - reżyserów, którzy stworzyli markę TR Warszawa jako najbardziej innowacyjnego teatru w Polsce. Razem z Warlikowskim do Studia może też odejść grupa aktorów, z którymi reżyser współpracuje od lat. Są wśród nich Magdalena Cielecka, Stanisława Celińska, Andrzej Chyra, Marek Kalita, Jacek Poniedziałek. Niektórzy, jak Poniedziałek, już opuścili zespół TR Warszawa i występują gościnnie.

Janusz Pietkiewicz: - Warlikowski realizuje swoją wizję teatru opartą na dużych inscenizacjach klasyki i zachodnich sztuk współczesnych, Jarzyna wybrał inną drogę: jako dyrektor TR Warszawa wspiera młodych twórców i prowadzi teatr w stronę nowego polskiego repertuaru i nowych przestrzeni. Trzeba im obu pomóc w realizacji planów artystycznych.

Źródło:     


Warszawa. TR Warszawa na Pragę?

Scena i Teatr Nowy Praga ma wrócić z Fabryki Trzciny na Puławską. To umożliwiłoby otwarcie po prawej stronie Wisły drugiej sceny TR Warszawa. Było to do tej pory odkładane i dezorganizuje pracę jednego z najważniejszych polskich zespołów.

więcej


Rozmaitości bez filaru

Jak będzie wyglądać Teatr Rozmaitości, z którego odchodzą otwarci na eksperymenty aktorzy i reżyser Krzysztof Warlikowski? Reżyser Krzysztof Warlikowski ma objąć Teatr Studio - pisze Izabela Szymańska w Gazecie Wyborczej - Stołecznej.

http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/27173.html


Teatr bez właściwości

Teatr Rozmaitości kompromituje się coraz bardziej, a po legendzie krakowskiego Starego Teatru nie został nawet ślad. Od dawna nie było tam wydarzenia, które pogodziłoby widzów i krytykę. W modnym polskim teatrze trudno jest usłyszeć aktora i wyłowić jego sylwetkę z mroku - pisze Jacek Wakar w tygodniku Wprost.

Tekst linkuję,... bo się ukazał (Porewit)

 więcej


Ruszyły zdjęcia do trzeciej serii popularnego serialu TVN "Magda M.". Obok głównej obsady w nowych odcinkach zagrają m.in. Beata Tyszkiewicz, Jacek Poniedziałek, Przemysław Sadowski i Julia Wróblewska.

więcej


Jacek Poniedziałek zagrał w najnowszym teledysku ŁEZ. Klip do piosenki GDYBYŚ BYŁ

więcej

teledysk (w dziale "muzyka")




Jacek Poniedziałek uczestniczył też w programie "Po godzinach" poświęconym tolerancji


 

W niedzielę 19 marca o godz. 23.20  w TVP2 - "Ameryka, część druga" - sztuka Biljany Srbljanović z udziałem Jacka Poniedziałka.


 

Z nieoficjalnego źródła dowiedziałam się, że już niedługo rozpoczną się TR próby do sztuki Tony Kushner'a "Anioły w Ameryce"


 

W krakowskim Starym Teatrze trwają próby do przedstawienia "Językami mówić będą", według sztuki australijskiego dramaturga Andrew Bovella.


Niezwykły Jacek Poniedziałek - Ogólnopolski Festiwal Sztuki Reżyserskiej "Interpretacje" Katowice 5 - 12 marca 2006

Hity teatralne 2005

Sny o potędze - rok 2005 w teatrze

Teatr niemoralnego niepokoju

Perły i plewy 2005


Od 14 grudnia 2005 r. w mediach zrobiło się głośno o panu Jacku Poniedziałku.

Okazuje się, że nie mogę pozostać obojętna na toczące się dyskusje. Stronę odwiedza wiele osób - Ostatnie informacje znacznie zwiększyły zainteresowanie Aktorem, ale niestety głównie Jego życiem osobistym.

Strona, którą założyłam poświęcona jest dorobkowi artystycznemu Pana Poniedziałka. Tym niemniej coraz trudniej jest oddzielić, to co osobiste od tego, co publiczne.

Mam nadzieję, że zamieszczając poniższe linki nie urażę nikogo.

                                                                                            Porewit

Gala

Interia

Interia1


Ostatnie wpisy do księgi gości skłoniły mnie do dokładniejszego zapoznania się z opiniami i artykułami dotyczącymi rzekomego wywiadu Pana Jacka Poniedziałka dla Faktu. Było tego oczywiście sporo, ale większość, w mojej ocenie nie wymaga dalszego propagowania.

Jednak jeden artykuł swoim poziomem i rzetelnością szczególnie mnie zaciekawił. Myślę, że warto go tu przedstawić w całości. Niestety nie miałam możliwości skontaktowania się z autorem i zapytania Go o pozwolenie na przedrukowanie. Mam nadzieję, że nie będzie to przekroczeniem prawa.

 

Jednocześnie tym wyjątkiem chcę zakończyć wirtualną dyskusję na mojej stronie o osobistych  sprawach Pana Jacka Poniedziałka.

 

To jest zupełnie prywatna i... spontaniczna strona fanów talentu tego Aktora :-)

Pozdrawiam serdecznie

Porewit

 


"Polskie coming outy

Wokół wyznania Jacka Poniedziałka"


Końcówka roku 2005 należała do Jacka Poniedziałka. Przez moment kwestia jego orientacji seksualnej była na ustach niemal wszystkich. Najpierw, 14 grudnia "Fakt" ogłosił na pierwszej stronie: "Wyznanie aktora Jacka Poniedziałka: Jestem gejem". W środku było niewiele więcej, głównie banalne wywody dziennikarza lub dziennikarki skrywającej się pod inicjałami WM oraz oczywiste wypowiedzi samego Poniedziałka, który zaznaczył, że przede wszystkim chce być postrzegany jako dobry aktor. Na kolportaż informacji nie trzeba było długo czekać, jeszcze tego samego dnia pojawiły się newsy na portalach gejowsko-lesbijskich, liczne komentarze, dyskusje rozgorzały także na forach i stronach poświęconych serialowi "M jak miłość".

Następnego dnia "Fakt" ciągnął temat publikując wypowiedzi Małgorzaty Foremniak, Jana Peszka i Andrzeja Seweryna, którzy zapewnili o swoim szacunku, a nawet podziwie dla Poniedziałka, co tabloid skomentował sensacyjnym tytułem "Wybitni aktorzy stoją za nim murem". Natomiast przedstawiciele dwóch najważniejszych organizacji LGBT ogłosili list otwarty w którym podziękowali za ten ważny krok jakim jest coming out osoby publicznej.

Tydzień później do ataku przystąpiła konkurencja, "Super Express" na rozkładówce zamieścił artykuł pod tytułem sugerującym wypowiedź samego aktora: "Trwa na mnie nagonka". Choć gazeta nie wyjaśniła na czym owa nagonka miałaby polegać, przekaz tekstu był prosty: wszystko co złe wydarzyło się dlatego, że publikacja miała miejsce w "Fakcie". Potem przyszły święta i wyparły temat homoseksualizmu Jacka Poniedziałka, można mieć zresztą nadzieję, że w takiej formie już nie wróci na łamy tabloidów. Warto jednak się nim zająć jako dość istotnym krokiem dla dalszej emancypacji polskich gejów i lesbijek, a przede wszystkim prześledzić drogę, która do tego doprowadziła oraz reakcję samego środowiska i mediów.

Nie był to oczywiście pierwszy coming out osoby publicznej w Polsce. Trudno powiedzieć komu należy się palma pierwszeństwa, wszystko zależy od tego co uznamy za ujawnienie homoseksualnej orientacji seksualnej i kogo zaliczmy do postaci znanych. Swoistą wyliczankę zacząć chyba trzeba od Jarzego Nasierowskiego i jego książki "Nasierowski, ty pedale, ty Żydzie". Było to jednak wiele lat po okresie sukcesów teatralnych i filmowych aktora, a warto przypomnieć, że wcześniej wydana "Zbrodnia i.." ukazała się pod pseudonimem. Należałoby też wymienić Sławomira Starostę, który od początku swoich występów w zespole Balcan Electique nie krył się z homoseksualizmem, po części stając się zresztą czołowym polskim aktywistą gejowskim.

Niektórzy pamiętają także początek lat 90., kiedy dość szerokim echcem odbiło się powiedzenie o swoim homoseksualizmie przez Marka Barbasiewicza, którego jednak ówczesna popularność nie ma porównania do obecnej sytuacji Jacka Poniedziałka. Barbasiewicz to przede wszystkim ceniony aktor drugiego planu, przeszedł zresztą bardzo ciekawą drogę na ekranie, od ról amantów ("Czułe miejsca", seriale "Zaklęty dwór" i "Rodzina Połanieckich") do kreowania czarnych charakterów ("Zabij mnie glino", serial "Ballada o Januszku"). Na swoim koncie ma też liczne role homo- i biseksualistów, które zaczął grać jeszcze przed publicznym coming outem ("Magnat", "Schodami w górę, schodami w dół", "Deborah"). Warto także przypomnieć, że Barbasiewicz był jednym z nielicznych, którzy odmówili wywiadu misięcznikowi "Inaczej".

Zupełnie osobną grupę stanowią pisarze i pisarki. Choć literatura dotycząca gejów i lesbijek przeżywa dobry okres, można mówić o trójce, która miała okazję powiedzieć o swoim doświadczeniu homoerotycznym na łamach popularnych czasopism, to Izabela Filipiak, Michał Witowski i Bartosz Żurawiecki. Najbardziej spektakularnie zrobiła to Filipiak, przede wszystkim występując w niestniejącym już programie Małgorzaty Domagalik "Tabu", a także biorąc udział wraz ze swoją partnerką w sesji zdjęciowej magazynu "Viva!". Spotkało się to ze zróżnicowanymi reakcjami, a często wręcz chamstwem, które na przykład zaprezentował Tomasz Jastun na łamach "Twojego Stylu". Żurawiecki i Witkowski nie przechodzili już tradycyjnie rozumianego ujawniania w mediach. Rozmawiając z dziennikarzami, w związku z tematyką książek, ich orientacja seksualna stawała się oczywista, pozbawiona otoczki sensacji i skandalu.

Tak się jednak składa, że w kraju, gdzie połowa społeczeństwa nie miała w ciągu roku książki w ręku, pisarze i pisarki mogą być osobami publicznymi jedynie dla elitarnego kręgu czytających. Ten sam przypadek dotyczy dyrektora teatru i dziennikarza - Macieja Nowaka, który kilka lat temu pisał na łamach "Gazety Wyborczej" o swoim homoseksaulizmie. Największą siłę medialną mają wyznania gwiazd pop kultury. Jest to także grupa, gdzie lesbijek, a przede wszystkim gejów nie brakuje. Informacje o tym "kto jest" są więc normą w tzw. branży, nic zresztą dziwnego, bo swoiste homo-listy istniały zawsze, pomagały nie tylko przetrwać, ale też nauczyć rozpoznawać się w tłumie.

Czasy się jednak zmieniają i coraz mniej osób ma ochotę odstawiać szopkę z fikcyjnym narzeczeństwem czy małżeństwem, choć i to ciągle się zdarza. Wbrew pozorom media nie są zresztą zbyt chętne, żeby ujawniać homoseksualizm gwiazd, wiąże się to z założeniem na którym opiera się nasza kultura, że dopóki nie zdefiniujesz się jako "homoseksualista" jesteś hetero. Nie ma tu miejsca na bycie pomiędzy czy wybór. Dlatego geje aktorzy czy prezenterzy w większości żyją dość jawnie, chodząc do gejowsko-lesbijskich knajp, gdzie spotykają zresztą swoich heteryckich znajomych wśród których wcale nie odgrywają kogoś innego. Wszystko zmienia się dopiero, gdy przechodzimy z życia prywatnego do publicznego. Tu strategie są różne, zawyczaj wystarczy jednak po prostu nie poruszać pewnych tematów, niektórych kwestii nie dopowiadać, przeszłość lub związki przyjacielskie należycie eksponować, żeby wszystko zostało po staremu: ci co wiedzą o co chodzi, będą wiedzieć, a pozostali niech sobie żyją w błogiej nieświadomości. Jest w tej taktyce sporo hipokryzji, ale w końcu większość gejów i lesbijek wie najlepiej czego się nie robi dla świętego spokoju.

Dlatego nieporozumieniem były wypowiedzi na portalach gejowsko-lesbijskich po publikacji "Faktu", że przecież od dawna było wszystko jasne, a w ogóle to tajemnica poliszynela. Publiczny coming out ma miejsce dopiero, gdy pewne rzeczy nazwie się po imieniu w masowym medium, tylko wówczas nie będzie tego można zmarginalizować lub udawać, że nie istnieje. Nie jestem wielbicielem dziennika "Fakt" ani jego sposobu pisania o czymkolwiek, ale trudno zbagatelizować nakład i informację, że to obecnie najlepiej sprzedająca się gazeta w Polsce.

Warto jeszcze przypomnieć, że w ubiegłym roku Jacek Poniedziałek udzielił wywiadów dla dwóch gejowskich pism: "DIK Fagazine" oraz "On i On". W obu nie było może jednoznacznych deklaracji, ale nie było też specjalnego krygowania się. W "DIK-u" mówił: "Irytuje mnie, że wszystkie pisma gejowskie są w stu procentach skupiona na seksie. Naszemu środowisku to nie służy". W magazynie "On i On" był już bardziej powściągliwy: "Czytelnicy 'ON i ON' mogą wyczytać z tego wywiadu to, co zechcą - że jestem gejem lub że nie jestem gejem. Wszyscy znający mnie choć trochę wiedzą, kim jestem, a to, że w ogóle rozmawiamy o coming oucie, wcale nie oznacza, że jestem gejem. Mnie jako artystę i człowieka nie interesuje szufladkowanie. Jestem gejem, nie jestem gejem, gram geja, gram heteryka... nieważne. O to, z kim sypiam, nikt nie ma prawa mnie pytać." A po drodze był jeszcze beznadziejny raport o gejach w "Newsweeku", gdzie Poniedziałka umieszczono w ramce wśród sławnych homoseksualistów, obok m.in. Eltona Johna i Michaela Cunninghama.

A pisząc o prasie nie sposób jeszcze przez chwilę nie zatrzymać się przy tekście z "Super Expressu", który w sposób zupełnie absurdalny opisał całą sprawę, nie tylko wyssane z palca rzekome prześladowania Poniedziałka, ale także reakcję gejów i lesbijek, którzy ponoć zacierają ręcę i szykują się już do legalizacji związków i adopcji dzieci. O tym też trzeba pamiętać, w przypadku tabloidów nie ma jednej, trzymanej konsekwentnie linii pisma, ale zmieniające się stanowiska uzależnione od doraźnych interesów i możliwości przywalenia konkurencji. Dlatego dziwią słowa zawarte w otwartym otwartym liście KPH i Lambdy: "Chcieliśmy także podziękować dziennikowi 'Fakt' za ciepłe przyjęcie wyznania Jacka Poniedziałka i słowa otuchy. Cieszymy się, że 'Fakt' staje po stronie ludzi otwartych, a nie homofobów." Tak się bowiem składa, że "Fakt" na co dzień staje właśnie po stronie homofobów będąc obecnie najbardziej prorządową i proprezydencką gazetą.

Na koniec chciałoby się oczywiście napisać, że Jacek Poniedziałek zapoczątkuje lawinę coming outów wśród aktorów, piosenkarek i prezenterów telewizyjnych. Ponieważ jednak wątpliwie, żeby tak się stało (bo i kto miałby to być?), nie pozostaje nic innego jak pocieszenie, że polska scena publiczna wzbogaciła się o kolejnego jawnego geja z którym wywiadów nie będzie trzeba czytać doszukując się drugiego dna. To sporo.

Krzysztof Tomasik
(http://www.gej.net/bq_ludzie_poniedzialek.phtml)